Pakiet z sawanny w XXI wieku – o reakcjach na zagrożenie

Przyszło nam żyć w ciekawych czasach. Wyjątkowych? Niekoniecznie. Wojna, inflacja, zarazy – to wszystko już było. Czyhające gdzieś w pobliżu zagrożenie jest elementem życia. Obecnym od początku istnienia naszego gatunku. I dużo, dużo wcześniej. Czasem pojawia się w skali makro, jak wojna w Ukrainie czy pandemia koronawirusa. Czasem w skali mikro, jak zerwany podczas burzy dach czy agresywny sąsiad. A skoro wiemy, że jest, to warto poznać typowe reakcje na zagrożenie. Niezależnie od tego z jakim zagrożeniem mamy do czynienia, wszystkie reakcje da się zakwalifikować do któregoś z czterech ewolucyjnych odruchów, które nasz gatunek nosi w sobie „od zawsze” – czyli mówiąc precyzyjnie od czasów, gdy biegaliśmy z gołym tyłkiem po sawannie odkrywając zalety poruszania się w pozycji dwunożnej.

Pakiet ewolucyjny – jakie opcje mamy do wyboru?

Biologiczne wyposażenie odziedziczone po naszych przodkach dzieli sterowanie automatyką naszego ciała na dwie gałęzie: odpowiadającą za mobilizację i uwalnianie energii część współczulną, oraz komplementarną z nią część przywspółczulną, która odpowiada za odzyskiwanie energii i regenerację. Pojawienie się zagrożenia aktywizuje układ współczulny. Mówiąc kolokwialnie dostajemy energetycznego kopa. To od razu uruchamia następny proces: jak pokierować tą energią. Tu na scenę wkraczają cztery odruchy:

  • walcz – polega na ukierunkowaniu energii na zewnątrz, w stronę zagrożenia,
  • uciekaj – również polega na ukierunkowaniu energii na zewnątrz, lecz w przeciwnym do zagrożenia kierunku,
  • zamieraj – to odruch powstrzymania działania w oczekiwaniu aż zagrożenie minie,
  • poddaj się – tu energia ukierunkowana jest na zapewnienie sobie bezpieczeństwa przez poddanie się czyjejś dominacji.

A teraz wprowadźmy trochę dźwięku i ruchu. Potrafisz wyobrazić sobie małego pieska? Gdy go przestraszysz, a on wyszczerzy kły i zacznie na ciebie szczekać, to jest to odruch walki. Jeśli zacznie zwiewać z podkulonym ogonem, to ucieczka. Gdy zastygnie w bezruchu, to zamarcie. Jeśli przewróci się i pokaże miękki brzuszek jednocześnie merdając nerwowo podkulonym ogonkiem, to poddanie się. Teraz już dobrze widać o co chodzi. Nie traumatyzujmy więc małych piesków i zobaczmy jak wygląda to u ludzi.

Punkt startowy: zagrożenie

Zacznijmy od zdefiniowania czym jest wspomniane zagrożenie. W czasach sawanny i początków naszego gatunku zagrożenie miało zwykle fizyczną postać. To mógł być drapieżnik, członkowie wrogiej grupy, burza, brak pokarmu. W obecnych czasach sprawa jest nieco bardziej złożona. Raczej nie atakują nas już dzikie zwierzęta. Ok, wciąż są kleszcze i komary, ale jednak to nie ten kaliber. Największa zmiana wiąże się z tym, że żyje nam się na co dzień dużo bezpieczniej i wygodniej. A to z kolei pozwala naszym aktywnym umysłom na komfort myślenia abstrakcyjnego i „wkręcania” sobie różnych potencjalnych zagrożeń. Do kategorii zdarzeń ze świata fizycznego dochodzą więc zagrożenia wyobrażone.

Wciąż organizujemy się w zwalczające się nawzajem grupy i plemiona. Tyle że w czasach współczesnych wodą na młyn są nasze przekonania: sympatie polityczne, nastawienie do szczepień, WOŚP, „elgiebete” i tak dalej. W efekcie nierzadko gotowi jesteśmy w imię ideałów rozbijać gówno na atomy. Dlatego na potrzeby niniejszego tekstu określmy, że zagrożenie to potencjalne lub faktyczne niekorzystne zmiany w środowisku. Taka definicja obejmie zarówno tygrysa, kleszcza, jak i rosnące raty kredytów czy topniejące wskutek inflacji oszczędności. Oraz tego skur… z fejsa, który śmie publicznie głosić poglądy odmienne od moich.

Reakcja: walcz

To odruch wychodzenia zagrożeniu naprzeciw. Każda sytuacja, w której „bierzesz byka za rogi” zalicza się do tej kategorii. Nie zawsze musi oznaczać walkę w sensie dosłownym. Jeśli dowiadując się o agresji na Ukrainę myślisz „tym ludziom trzeba pomóc!„, po czym jedziesz z herbatą na dworzec albo przygotowujesz pokój dla uciekających przed wojną, to również jest to reakcja walki. Ilekroć stawiasz komuś granice ponieważ w twoim poczuciu zaczyna przeginać, to także zalicza się do tej kategorii.

Ten sposób reagowania pozwala łatwo ukierunkować energię. A dobrze pokierowana energia daje poczucie mocy i sprawczości. Sprzyja to efektywności w działaniu oraz wzmocnieniu czy utrzymaniu dobrej samooceny. Są też koszty. Jeśli rozwiązanie jest poza twoim zasięgiem (np. gdy chcesz komuś pomóc, ale ta osoba odmawia) czy wymaga czasu (jak np. wtedy, gdy czekasz na wynik biopsji żeby dowiedzieć się co dzieje się z twoim zdrowiem), wtedy będziesz mieć nadwyżki energii, które trudno będzie ukierunkować. Bardzo łatwo w takich sytuacjach o frustrację i wynikającą z niej skłonność do agresywnych zachowań – kłótni, roszczeniowości itp. Łatwo też zagalopować się w odruchu wychodzenia zagrożeniu naprzeciw i wypalić zapominając o potrzebach własnego ciała.

Reakcja: uciekaj

W tym przypadku energia ukierunkowana jest w stronę przeciwną od zagrożenia. Jeśli na wieść o pandemii gromadzisz zapasy i zamykasz się w domu bądź też dowiadując się o wojnie w Ukrainie pędzisz do punktu paszportowego, to właśnie reakcja ucieczki. Część zachowań z tej kategorii będzie podobna do reakcji walki: w obu przypadkach dostaniesz energetycznego kopa, który zmotywuje cię do działania. Na wieść o wojnie możesz sprawdzić ważność paszportów i zgromadzić zapas gotówki. To, co różnicuje te dwa rodzaje reakcji, to przyświecająca ci w tym intencja. W przypadku reakcji walki będzie nią zabezpieczenie sobie zaplecza. W przypadku ucieczki – przygotowanie się do drogi i czekanie na sygnał do wyjazdu.

Podobnie jak w przypadku walki reakcja ucieczki również daje możliwość ukierunkowania energii oraz poczucie sprawstwa. Sprzyja dobrostanowi psychicznemu przez zwiększenie poczucia bezpieczeństwa – podobnie jak ubezpieczenie mieszkania zmniejsza obawy związane z jego potencjalnym zalaniem. Pod jednym warunkiem: możesz działać. Jeśli twoje wartości czy możliwości nie pozwalają ci uciekać bądź też oceniasz, że to jeszcze nie czas, wtedy również będziesz mieć nadwyżki energii. Łatwo wtedy o konflikty z otoczeniem, ale też o różne niekorzystne zachowania nastawione na rozładowanie napięcia. Objadanie się, upijanie czy przeginanie z ekranami to klasyka w takich przypadkach.

Reakcja: zamieraj

To reakcja zastygnięcia w bezruchu i powstrzymania się od działania. Sens tej reakcji i zarazem jej ewolucyjne korzenie to próba ukrycia się przed agresorem. Skoro hałas i ruch przyciągają uwagę, to cisza i bezruch jej nie przyciągną. Celem jest przeczekanie do momentu, gdy znów będzie bezpiecznie.

W przypadku krótkotrwałego zagrożenia (np. groźna nauczycielka przebiegająca wzrokiem po klasie i zastanawiająca się kogo wezwać do tablicy) to korzystna strategia. Problemy pojawiają się w sytuacji, gdy zagrożenie jest długotrwałe bądź powtarzające się. Gdy żyjemy pod jednym dachem ze sprawcą przemocy, wtedy odruch zamierania zwiększa poczucie bezradności i lęku. Wystawia nas też na dłużej na potencjalne niebezpieczeństwo. Podobnie będzie to działać w sytuacji, gdy jesteśmy bombardowani zwiększającymi poczucie zagrożenia informacjami. Reakcja zamierania spowoduje wtedy, że przyjmiesz ogromny ładunek emocjonalny z jednoczesnym poczuciem, że nic nie możesz zrobić.

Reakcja: poddaj się

Polega na odruchowym uleganiu woli innych. Często nabywają go dzieci dominujących i skłonnych do przemocy rodziców. Stoi za nim ukryte przekonanie: jeśli spełnię twoje oczekiwania, to mnie nie skrzywdzisz (nie skarcisz, nie wyśmiejesz, nie uderzysz, nie porzucisz…). Efektem jest odruch przytakiwania i zgadzania się ze wszystkim, unikania potencjalnych konfliktów i ukrywania własnych emocji.

Posiadanie tego odruchu pomaga znaleźć oparcie w relacjach. Oczywiście są też koszty: dbając o potrzeby innych łatwo zaniedbać siebie. Zatracić się w byciu dla innych i w efekcie wypalić. Trudno też zbudować w sobie poczucie celu i sprawstwa – uwaga jest wciąż na zewnątrz.

Który odruch jest najlepszy?

Odpowiedź jest prosta: ten, który przynosi najwięcej korzyści i najmniej kosztów. Klucz do zdrowego reagowania leży w tym przypadku gdzie indziej. Możesz go znaleźć odpowiadając sobie na kilka pytań.

Po pierwsze: zacznij zauważać swoje odruchy. Na początek zastanów się jaka jest twoja pierwsza reakcja na zagrożenie? W różnych sytuacjach możesz reagować na każdy z czterech sposobów, ale zwykle udaje się określić jeden główny oraz drugi pomocniczy.

Po drugie: zrób bilans zysków i strat. Jak w tej konkretnej sytuacji sprawdza się twój odruch? Co zyskujesz zachowując się w ten sposób? Jakie są koszty trzymania się tego odruchu. Dokonaj takiej samej oceny w dłuższej perspektywie czasowej: jakie zyski i koszty wiążą się z trzymaniem się tego odruchu przez dłuższy czas? Dla twojej psychiki, ciała, twoich bliskich?

Po trzecie: skoryguj zachowanie. Jeśli twój odruch jest najlepszy dla ciebie w danej sytuacji, to czy jest coś na co potrzebujesz uważać? A jeśli nie jest korzystny, to jak wyglądałoby zdrowsze zachowanie w danej sytuacji?

Po czwarte: zawsze pamiętaj o tym, że najlepsze jest to, co działa dla CIEBIE. Ludzie mogą mieć różne pomysły i oczekiwania na temat tego jak masz reagować. To, co wybierzesz, ma być przede wszystkim dopasowane do twojego temperamentu, potrzeb, możliwości. A dopiero potem do ewentualnych oczekiwań.

Uwaga na koniec

Umieszczając reakcje na zagrożenie na kontinuum autonomia – przywiązanie zyskasz lepszy klucz do zrozumienia swoich odruchów w relacjach. Wtedy walka lokuje się na krańcu autonomii. Ucieczka mieści się między biegunem autonomii a środkiem kontinuum. Zamieranie będzie lokować się między środkiem a biegunem przywiązania, zaś poddanie się będzie na krańcu przywiązania.


Podoba Ci się to, co robię?

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej bądź wesprzeć moją pracę – sprawdź mój profil na Patronite!

Możesz też docenić moją pracę stawiając mi wirtualną kawę.

Czy chcesz skomentować?

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.