Samopoświęcenie to schemat prowadzący do skupiania się na potrzebach innych osób przy jednoczesnym odkładaniu własnych potrzeb na bok. Aktywując się w relacji powoduje, że postrzegamy siebie jako kogoś sprawniejszego i bardziej zaradnego, zaś drugą osobę jako słabszą i potrzebującą pomocy. Poddając się działaniu tego schematu rezygnujemy z własnych potrzeb na rzecz innych. Unikając aktywacji schematu stronimy od sytuacji, w których ktoś mógłby potrzebować naszego zaangażowania. Nadmiernie kompensując jego działanie reagujemy sprzeciwem i dajemy z siebie wyłącznie niezbędne minimum. Poniżej znajdziecie przykłady działania każdego z tych trzech stylów radzenia sobie ze schematem samopoświęcenia.
Poddanie się schematowi – historia Stefana
Stefan przyszedł na świat jako najstarszy z czwórki rodzeństwa. Jego rodzice byli bardzo pracowici i zaangażowani w swoje zajęcia. Ojciec był handlowcem. Zarabiał dobrze, ale często wyjeżdżał i trudno było zastać go w domu. Matka pracowała jako księgowa, ale potem zrezygnowała z pracy by opiekować się niepełnosprawną po udarze babcią Stefana. W efekcie oboje rzadko byli dostępni dla dzieci. Matka dzieliła swój czas na parter, gdzie mieszkała babcia, oraz na piętro, które było ich częścią domu i gdzie głównie urzędowały dzieci. Stefan często widział zmęczoną matkę, biegającą między doglądaniem babci, potomstwa i domowymi obowiązkami. Podobnie z ojcem – w tygodniu zwykle słyszał od niego: przepraszam, jestem zmęczony, zrekompensuję ci to w weekend. I faktycznie rekompensował. Któregoś dnia Stefan postanowił sobie, że skoro rodzicom i tak jest ciężko, to on nie będzie im dokładał zmartwień. Postara się być tak pomocny, jak to możliwe. W końcu i tak mają dużo na swoich barkach.
Dorosły Stefan pracuje w dziale HR dużego banku. Ludzie cenią go za jego pracowitość i zaangażowanie. Ma opinię bardzo pomocnego – chętnie opiekuje się stażystami, podpowiada koleżankom jak przebijać się przez firmowe excele, angażuje się też w dodatkowe działania usprawniające organizację pracy. Czuje się wtedy ważny i potrzebny. Po pracy zaś stara się wspierać swoje młodsze siostry, które dopiero wchodzą w dorosłość. Rozmawia z nimi o pomysłach na studia i dalszą karierę. W końcu jako fachowiec od HR ma większe pojęcie od nich jak poruszać się po rynku pracy. Nikt inny nie zapewni im takiego wsparcia. Czasem tylko, w pędzie między stażystami, koleżankami, siostrami i własnymi obowiązkami zauważa jak bardzo jest zmęczony. Ale jest jeszcze młody. Przyjdzie czas, że skupi się bardziej na sobie.
Unikanie schematu – historia Beaty
Beata jest dzieckiem z „wpadki”. Mama zaszła w ciążę pod koniec liceum. Beata nigdy nie poznała swojego ojca. W rodzinie było to tematem tabu. Beata żyła więc ze swoją mamą i dziadkami. To głównie oni ją wychowywali. Mama zachowywała się bardziej jak siostra, niż jak rodzic, którym faktycznie była. Zwierzała się Beacie, prosiła o rady, czasem się popłakała po kłótni z dziadkami i potrzebowała wsparcia. Koleżanki w szkole mówiły, że zazdroszczą jej takiej relacji z mamą. Beata zupełnie tego nie czuła. Miała wrażenie, że jej matka jest jak dziecko wymagające uwagi i opieki. Starała się więc o nią troszczyć. Doradzała jak znaleźć pracę, podpowiadała jak zachować się po kłótni z dziadkami. Z jednej strony czuła się wtedy ważna i potrzebna. Z drugiej sama nie miała komu się zwierzyć – mama nie radziła sobie z własnymi problemami, a co dopiero z jej.
Dorosła Beata pracuje w fundacji. Jest tam bardzo lubiana i ceniona. Zawsze otwarta i chętna do pomocy, została opiekunką wolontariuszy. Szybko zyskała pseudonim Siostra. Tak właśnie czują się z nią ludzie – jak z życzliwą starszą siostrą. Beata lubi to określenie i czuje się dobrze dbając o innych. Ale czasem zdarza jej się „mieć pod korek”. Bierze wtedy urlop i wyjeżdża w dzicz. Sama. Bardzo ceni sobie takie chwile. Może doładować wtedy akumulatory. Ale nie to jest największą zaletą samotnych wyjazdów. Chodzi o to, że jest wtedy poza zasięgiem. Nikt od niej nic nie chce. Nie trzeba nikomu nic tłumaczyć, nikogo wspierać, rozwiązywać czyichś problemów. Można pobyć w ciszy.
Nadmierna kompensacja – historia Katarzyny
Mama małej Kasi miała problemy ze zdrowiem psychicznym. Zdarzały jej się wysokie loty i głębokie doły. Tak na swoje stany mawiała sama mama. Podczas wysokich lotów mało jadła, niewiele spała i ciągle miała odjechane pomysły. Na przykład żeby posprzątać natychmiast cały dom. Nieważne, że dwustumetrowy. Nieważne że jest piąta rano. Innym razem wymyślała wspaniałe wakacje i jechała do banku załatwiać kredyt. Nieważne, że nie będzie jak go spłacić, grunt, że będą fajne wspomnienia. Z kolei w głębokim dole zaniedbywała siebie i dom. I płakała bez powodu. Tata dużo pracował. Starał się spłacać zaciągnięte przez żonę kredyty. Przyznał się też kiedyś Kasi, że mama działa mu na nerwy i stara się jej unikać. Kasia za to pilnowała mamy. Starała się powstrzymywać ją od nierozważnych czy niebezpiecznych zachowań w manii (bo tym właśnie były wysokie loty) oraz opiekować się nią i domem w okresach depresji. I przez cały czas pilnować, żeby brała leki.
Dorosła Katarzyna skończyła pielęgniarstwo. Wybierając studia żartowała, że teraz uzyska papiery na to, co i tak robi już od lat. Szybko wyjechała za granicę. Łatwiej było jej tam znaleźć ciekawą pracę. No i zarobki były zupełnie inne. A potrzebuje dobrze zarabiać, ponieważ wzięła na siebie spłatę części zaciągniętych przez mamę kredytów. Poza tym zerwała kontakt z rodzicami. Mówi, że ma już dość opiekowania się dwójką dorosłych ludzi. Ma żal, że nie miała normalnego dzieciństwa. Jednocześnie nie chce czuć się winna, więc spłaca kolejne raty. Postanowiła jednak sobie, że na nic więcej z jej strony nie mogą już liczyć.
Podsumowanie
Stefan rozwinął w sobie schemat samopoświęcenia głównie przez modelowanie. Obserwując matkę uczył się, że odkładanie swoich potrzeb na bok i wspieranie innych jest ważną wartością. Przy nieobecnym ojcu i zaganianej matce czuł się zwykle niezauważany (przez co rozwijał się w nim schemat deprywacji emocjonalnej). Przejmując opiekę nad młodszym rodzeństwem mógł poczuć się inaczej: ważny i potrzebny. Furtka dla rozwoju schematów stanęła otworem. Samopoświęcenie stało się plasterkiem na emocjonalną deprywację. Ponadto opieka nad młodszym rodzeństwem pozwalała Stefanowi czuć się kimś mądrzejszym i sprawniejszym. Tym samym Stefan wpadł w potrzask dwóch pętli napędzających jego schematy. Pierwsza mówi: jeśli nie pomagasz – jesteś nieważny. Druga wtóruje: pomagając możesz poczuć się wartościowy, sprawniejszy i mądrzejszy. Zwykle takie osoby funkcjonują dobrze do momentu, kiedy same zaczynają potrzebować wsparcia (np. gdy nie dają już rady dłużej wywiązywać się z zadań). Schematy nie pozwalają wtedy wyjść z impasu i zwrócić się o pomoc. Efektem jest kryzys psychiczny, który nierzadko przechodzi w depresję.
Samopoświęcenie często towarzyszy schematowi uwikłania, szczególnie gdy wikłająca osoba wydaje się być nieporadna. Historia Beaty obrazuje ten proces. Nieporadna mama w relacji z Beatą funkcjonowała jak siostra, nie jak rodzic. Wsparcie płynęło w odwrotnym kierunku – od dziecka do matki. W efekcie Beata wyniosła z domu pewien model funkcjonowania w relacjach: wspieram innych, bo beze mnie sobie nie poradzą. Sama nie szukam wsparcia, bo i tak go nie dostanę (tu znów odzywa się deprywacja). Poddanie się samopoświęceniu jest więc naturalnym odruchem. Gdy Beata zaczyna czuć się przeciążona – przełącza się w unikanie. To pozwala jej funkcjonować dość stabilnie. Sęk w tym, że przełączając się z poddania w unikanie nie dostarcza sobie doświadczeń pozwalających na zmianę schematu.
Problemy, z którymi borykała się mama Kasi, to zaburzenie afektywne dwubiegunowe. Z jego powodu Kasia często widziała mamę w sytuacjach, gdy ta potrzebowała dodatkowego wsparcia. W epizodach manii trzeba było chronić ją przed nierozsądnymi decyzjami. W depresji wyręczać w codziennych obowiązkach. W każdym czasie – monitorować regularne branie leków. Rola ta spadła na Kasię, ponieważ ojciec chroniąc siebie ograniczał ilość czasu spędzanego z rodziną. W efekcie Kasia nie tylko wspierała mamę, ale też miała poczucie, że spaja rodzinę. Obawiała się, że bez jej zaangażowania rodzice rozstaliby się. Lata takiego funkcjonowania spowodowały, że Kasia wypaliła się w roli opiekunki mamy. Dlatego postanowiła odciąć się od rodziców. Aby nie czuć się winna (co zwykle zdarza się osobom z samopoświęceniem, gdy nie pomagają innym) umówiła się ze sobą na spłatę części kredytów. Na tym polega jej nadkompensacja: dając niezbędne minimum chroni się przed poczuciem winy.
Zobacz też: Lista 18 wczesnych schematów.
Mam napisać swój komentarz, tymczasem to ja chciałabym przeczytać komentarz autora. Odniosłam wrażenie, że jest to wyłącznie opis trzech sytuacji z wytłumaczeniem skąd biorą się takie zachowania ale brak wytłumaczenia, na ile są te zachowania destrukcyjne (o ile są), czy krzywdzące, do czego prowadzą w konsekwencji, czy należałoby je zmieniać, czy też uznać, że wszystko jest w porządku, skoro osoby te są cenione i lubiane w pracy i jak zrozumiałam nie mają żadnych problemów.
Witaj Barbaro, dzięki za komentarz i pytanie. Spróbuję odpowiedzieć.
Będąc świadomym swego schematu samopoświęcenia i jednocześnie dbając o własne potrzeby można funkcjonować zdrowo , a ponadto czerpać wiele satysfakcji z pomagania innym. Dlatego nam terapeutom superwizorzy tak często mówią: „dbaj o siebie, ty też jesteś ważny!”, „pokazuj pacjentom na własnym przykładzie, jak troszczyć się o siebie” 🙂
Problemy pojawiają się zwykle, gdy dana osoba nie jest świadoma własnych schematów i ich działania. Silny schemat samopoświęcenia niesie zwykle ze sobą kilka konsekwencji:
1. Przede wszystkim ludzie wypalają się w pomaganiu. Pielęgniarki, lekarze czy nauczyciele, którzy traktują ludzi zimno i obcesowo to zwykle osoby, które wcześniej przez własne samopoświęcenie angażowały się w pracę tak bardzo, że aż w końcu wypaliły się. Sfrustrowani ludzie odchodzący z fundacji, bo stracili poczucie sensu, to podobny przykład.
2. Im silniejszy odruch samopoświęcenia, tym bardziej można odczuwać leżącą głębiej deprywację emocjonalną. A to prowadzi do poczucia, że jest się nieważnym dla innych. Stąd krok do depresji czy powtarzających się konfliktów w relacjach.
3. Samopoświęcenie nierzadko powoduje, że osoby z tym schematem zbierają dużo różnych powinności i obowiązków, z którymi radzą sobie na granicy swoich możliwości. Gdy pojawia się jakaś dodatkowa okoliczność, jak np. narodziny dziecka czy własna choroba, takie balansowanie na granicy możliwości przestaje się sprawdzać. Ludzie przestają się „wyrabiać”. A stąd krok do kryzysu psychicznego, który również może przerodzić się w depresję.
Dlatego tak ważne jest, aby mieć świadomość własnego schematu samopoświęcenia. Można wtedy przeciwdziałać opisanym procesom.
Jak sobie z tym radzić? Z unikaniem?
Jakie są metody?
Ja mam pytanie. W telewizji TVN od kilku lat emitowany jest program „Totalne Remonty”, w którym prowadząca program Dorota Szelągowska remontuje domy ludziom – „bohaterom”, którzy całe swoje życie poświęcają pomocy innym, a często zapomnieli o sobie. W programie jest promowane bycie całym sobą dla innych. Czy to właśnie nie jest schemat samopoświęcenia? Może miał Pan możliwość obejrzenia tego programu. Moja mam, która wydaje mi się, że ma schemat samopoświęcenia – nie dba o siebie, inni i ich potrzeby są najważniejsze – nie widzi w tym problemu, bo przecież taka postawa jest dobra, a jako argument podaje ten właśnie program.
Bycie dla innych to szeroki temat. Widziałem kilka odcinków „Totalnych Remontów” i moje wrażenie było takie, że czasem to było o samopoświęceniu, czasem o życiowej konieczności, zwykle o obu tych rzeczach naraz. Ogólny przekaz jest taki: robisz dużo dla kogoś, więc zasługujesz na nagrodę. I tu zaczynają się schody. Jeśli ktoś jest w takiej sytuacji z życiowej konieczności, to taka nagroda jest czymś dobrym, zdrowym i dającym poczucie życiowej sprawiedliwości. Jeśli natomiast ktoś realizuje w ten sposób schemat samopoświęcenia, to jest to wzmacnianie tego schematu. A to już zdrowe nie jest…
Szukając klucza proponowałbym zadać mamie pytanie o to, czy stawia znak równości między sobą a drugą osobą. Potrzebami własnymi i drugiej strony. Jeśli tak, to ok. Jeśli potrzeby innych stawia wyżej, to jest to samopoświęcenie.
Drugie pytanie to czego swoją postawą uczy: dbania o własne potrzeby czy też może zaniedbywania ich? Jeśli ja jako psychoterapeuta postanawiam poświęcić komuś więcej czasu kosztem swojej przerwy na obiad, to jednocześnie daję dużo uwagi ORAZ uczę ignorowania swoich potrzeb.
Co dalej? Zależy na kogo trafię. Jednym osobom wzmocnię w ten sposób skłonność do używania innych dla zaspokajania własnych potrzeb („skoro mój terapeuta tak dla mnie robi, to widocznie mi się po prostu należy!”). Drugim z kolei wzmocnię skłonność do zaniedbywania własnych na rzecz innych („skoro mój terapeuta tak dla mnie robi, to widocznie tak jest zdrowo i tak trzeba”).
Zdrowe jest pośrodku. Zauważanie potrzeb innych ORAZ własnych. Gdy ciągle pomagam, to nie zauważam własnych. Gdy ciągle zaspokajam własne, to nie zauważam innych.
Dzięki za komentarz. W ogóle świetna strona internetowa. Bardzo dużo skorzystałem w swojej psychoterapii z artykułów o schematach i ich przykładach. Książka Younga była dla mnie trochę za ciężka w odbierze. A u Pana fajnie, logicznie wszystko jest poukładane. Dzięki. Pozdrawiam.