Odłączony Obrońca / Odłączona Obrończyni

Odłączony Obrońca / Odłączona Obrończyni ma jeden cel: blokować przykre uczucia. Sęk w tym, że nie jest w stanie zrobić tego selektywnie. Dlatego odłącza wszystkie emocje. Będąc w tym trybie radzenia sobie trudno poczuć cokolwiek. To cena, jaką płacimy za ochronę przed bolesnymi uczuciami. Nie ma cierpienia, ale nie ma też ekscytacji, radości, ciekawości, poczucia więzi. Jest emocjonalna pustka, odrętwienie i znudzenie.

Po czym rozpoznać działanie tego trybu?

W przypadku doznań płynących z naszego wnętrza zwykle łatwiej zauważyć jest nadmiar czegoś, nie zaś brak. Weźmy na przykład żołądek. Ból z powodu niestrawności zauważymy od razu. Podobnie będzie z uczuciem głodu, które niczym czarna dziura w naszym wnętrzu wydaje się zasysać nas od środka. Ale jak zauważyć żołądek gdy nie boli? Gdy nie ma w nim uczucia głodu albo przyjemnego ciepełka po smacznym posiłku? Inny przykład: łatwo zidentyfikować moment, kiedy zaczynamy czuć jakiś zapach. A co z momentem, kiedy przestajemy go czuć? Staje się niezauważalny. To właśnie Odłączony Obrońca / Odłączona Obrończyni robi z uczuciami – sprawia, że przestajemy je zauważać. Robi to poza świadomością i świadomą kontrolą. Przełącza nas w swoisty rodzaj autopilota, a my jesteśmy w stanie zauważyć co najwyżej skutki.

Co widać z zewnątrz?

Odłączonego Obrońcę / Odłączoną Obrończynię łatwo jest przegapić. W gabinecie nieraz zdarza mi się rozmawiać z osobami w tym trybie. I mimo kilkunastu już lat praktyki w tropieniu i rozpoznawaniu trybów akurat w przypadku tego konkretnego nierzadko zdarza mi się zorientować dopiero po fakcie. Zwykle przyłapuję się wtedy na jednym z dwojga:

  • zdekoncentrowałem się myśląc o jakichś nie związanych z bieżącą rozmową rzeczach,
  • zamiast zajmować się przeżyciami danej osoby toczymy jałową dyskusję, a moment przyłapania się na tym wiąże się zwykle z zadanym samemu sobie pytaniem „zaraz, czemu my właściwie o tym gadamy?”

Gadamy o tym bo tak właśnie działa ten tryb. Odłączony Obrońca / Odłączona Obrończyni potrafi bardzo sprytnie odwracać uwagę od Wewnętrznego Dziecka. Aktywizuje się gdy emocje zaczynają być przytłaczające (bądź przewidując, że takie się staną) i wyłącza ich przeżywanie. Osoby w takim stanie mogą:

  • działać jak w transie – mechanicznie realizować zadania, sprawiać wrażenie nieobecnych czy odpływać myślami do tego stopnia, że nie są w stanie przypomnieć sobie jak minął ich poranek czy podróż do pracy,
  • opowiadać o własnych trudnych doświadczeniach w obojętny, wyprany z uczuć sposób, zupełnie jakby opisywały jakiś nudny fragment krajobrazu, a nie własne cierpienie,
  • oddawać się filozofowaniu i przeintelektualizowanym rozmyślaniom sprawiając wrażenie, jakby funkcjonowały jedynie w świecie idei,
  • nie być w stanie nazwać czy nawet zauważyć własnych uczuć – tak jakby odpowiedzialna za rozpoznawanie tych bodźców część mózgu przeszła w tryb offline,
  • przeżywać znudzenie, zniechęcenie i poczucie bezsensu – no bo jak czuć cokolwiek innego, gdy moduł przeżywania jest wyłączony?

Ogólna prawidłowość jest taka, że im więcej zdrowej części, tym łatwiej zidentyfikować ten stan i go przerwać. Im mniej, tym silniej i dłużej będzie działać ten tryb. Aż do tego stopnia, że niektóre osoby będąc już zmęczone stanem odrętwienia są gotowe sprawić sobie ból, byleby tylko poczuć cokolwiek. Posłuchajcie początku tego utworu.

Co dzieje się za kulisami?

Za Odłączonym Obrońcą / Odłączoną Obrończynią ukrywa się przytłoczone emocjami Wewnętrzne Dziecko. To Dziecko cierpi. Zależnie od historii danej osoby może czuć się porzucone, nieważne, niezasługujące na miłość. Wewnętrzny Krytyk reaguje na cierpienie karząc i odrzucając. W efekcie emocje Wewnętrznego Dziecka zostają jeszcze wzmocnione przez Wewnętrznego Krytyka aż do niemożliwego do udźwignięcia ciężaru. I wtedy na scenę wkracza Odłączony Obrońca / Odłączona Obrończyni. Zabiera Dziecko z miejsca kaźni i ukrywa w betonowym bunkrze. Tam jest bezpieczne. A równocześnie niedostępne dla świata. Po prostu znika z radaru.

Odłączony Obrońca / Odłączona Obrończyni a zdrowa równowaga

Jedną z ważniejszych rzeczy, jakich uczymy się w dzieciństwie, jest umiejętność regulowania emocji. Jeśli dostaliśmy do tego zdrowe narzędzia, to wtedy emocje stają się ważnym sygnałem. Umiemy je rozpoznać i wiemy jak na nie odpowiedzieć. Zdrowo regulowane emocje podpowiedzą nam czego unikać, do czego dążyć oraz kiedy zrobić korektę życiowego kursu. Innymi słowy emocje grają z nami w drużynie.

Odłączony Obrońca / Odłączona Obrończyni pojawia się jako alternatywa dla braku narzędzi do zdrowej regulacji emocji. Wyłączając ich przeżywanie chroni przed cierpieniem. A równocześnie w żaden sposób nie pomaga ich uregulować. Łatwo w efekcie zacząć przełączać się między dwoma stanami: albo nie przeżywam emocji wcale, albo zalewają mnie zwalającą z nóg falą. I tu koło się zamyka. W menu uczuć mamy do wyboru cierpienie lub pustkę.

Skąd bierze się ten tryb?

Korzenie Odłączonego Obrońcy / Odłączonej Obrończyni sięgają zwykle wczesnych etapów życia. Najczęstsze historie, jakie za nim stoją, to doświadczanie zaniedbania i/lub przemocy. Oto typowe przykłady:

  • Opiekunowie pozostawiają dziecko bez opieki – wychodzą do pracy, na imprezę, idą do sklepu na pięć minut i wracają po godzinie… W domu zostaje maluch w wieku żłobkowym czy przedszkolnym, przerażony i przytłoczony samotnością.
  • Opiekunowie karzą dziecko za przeżywane przez nie emocje – wyśmiewają, szydzą, krzyczą, karcą, zamykają gdzieś za karę. Małe dziecko w odpowiedzi na swoje emocje nie dostanie ukojenia, a ważne osoby jeszcze dołożą własne.
  • Opiekunowie (a przynajmniej jedno z nich) mają skłonność do przeżywania silnych emocji – złości, rozpaczy, paniki. Małe dziecko obserwując ważną dla siebie osobę w takim stanie czuje się przytłoczone jej przeżywaniem.
  • Opiekunowie stosują przemoc – fizyczną czy psychiczną. Mogą bić, krzyczeć, kazać wyp…alać, wyzywać. Tacy opiekunowie stają się dla dziecka straszni i przerażający, niezależnie od tego czy ono samo jest ofiarą przemocy, czy jej świadkiem. Na szczególną uwagę zasługuje tu obrażanie się i karanie milczeniem. To również forma przemocy, co umyka wielu osobom. Gdy ktoś się obraża, to wymusza na innych pewne zachowania (na przykład każąc domyślać się powodów czy oczekując uległości), a jednocześnie sam_a decyduje o długości kary.
  • Opiekunowie sami odłączają się od emocji – małe dzieci potrzebują dostrojenia: poczucia, że ważna dla niego /niej osoba „nadaje na tych samych falach”. Gdy opiekun_ka jest odłączony_a, wtedy dostrojenie jest niemożliwe. Dziecko czując niezrozumiałe dla siebie napięcie samo zaczyna się odłączać.

W powyższych przypadkach dziecko nie dostaje żadnych zdrowych narzędzi do regulowania własnych emocji. Osoba opiekuna_ki zaczyna kojarzyć się z intensyfikacją emocji, nie zaś z ukojeniem. Łatwo wtedy nauczyć się, że emocje stanowią zagrożenie. A także tego, że przeżywanie emocji prowadzi do cierpienia, nie do ukojenia. Odczuwany przez dziecko w takich sytuacjach stres powoduje, że w jego / jej mózgu „przepala się bezpiecznik”. Zalewany hormonami stresu mózg przełącza się w tryb przetrwania odłączając sieci odpowiedzialne za emocje. I tak oto, cały na biało, na scenę wkracza tryb Odłączonego Obrońcy / Odłączonej Obrończyni.

Powiązane tryby i schematy

Wewnętrzne Dziecko ukryte za tym trybem ma zwykle kilka lat. Jest malutkie, bezradne i łatwo je skrzywdzić. Nosi w sobie doświadczenia zapisane w schematach deprywacji emocjonalnej, wadliwości i wstydu, opuszczenia i niestabilności więzi, czasem również nieufności/skrzywdzenia. Po drugiej stronie jest Wewnętrzny Krytyk w swojej najgorszej, karzącej odsłonie wraz z powiązanym schematem bezwzględnej surowości.

Z samym trybem Odłączonego Obrońcy / Odłączonej Obrończyni często wiąże się schemat zahamowania emocjonalnego będący zapisem tych doświadczeń, w których przeżywanie przynosiło cierpienie, zaś tłumienie emocji kojarzyło się ze sposobem na ochronienie siebie.

Czego potrzeba, by Odłączonego Obrońcę / Odłączoną Obrończynię zastąpić zdrowym radzeniem sobie?

Prosta odpowiedź brzmi: skoro ten tryb odłącza emocje, to trzeba ich szukać. Zapiszmy tę odpowiedź w „Księdze porad z dupy”, najlepiej obok hasła „nie bądź smutny_a” dla osób w depresji. I poszukajmy tego, co faktycznie może pomóc. W tym celu zidentyfikujmy stojące przed nami wyzwania:

  1. Tryb działa, bo dana osoba nauczyła się postrzegać emocje jako zagrożenie.
  2. Ta osoba najprawdopodobniej nie ma zdrowych narzędzi do regulowania własnych emocji.
  3. …a ponadto nie miała możliwości nauczenia się rozpoznawania własnych stanów emocjonalnych i może nie umieć ich nazwać.

Dobrym punktem wyjścia będzie ćwiczenie rozpoznawania sygnałów z ciała. Można zacząć od zadawania sobie pytania: „co teraz dzieje się w moim ciele?”. Najlepiej robić to w różnych momentach dnia, w neutralnych sytuacjach. To usprawni działanie naszego modułu do odczytywania sygnałów z wnętrza. Bardzo pomocna może być w tym znana z uważności praktyka skanowania ciała.

Drugi, niezbędny element, to stworzenie własnego słownika emocji. Nie chodzi tu o wymyślanie własnych nazw, ale o połączenie nazw emocji z doznaniami z ciała oraz z sytuacjami, kiedy je przeżywamy. Można robić to na przykład w takiej formie:

„Kiedy czuję …[nazwa emocji]… , wtedy zwykle … [opis doznań z ciała]… . Najczęściej przeżywam to, gdy …[rodzaj sytuacji, w której pojawiają się takie uczucia]…”

Warto skupiać się przy tym nie tylko na przykrych emocjach, ale również na tych przyjemnych. Może to na przykład brzmieć tak:

„Kiedy czuję radość, wtedy zwykle czuję przypływ energii w ciele, a kąciki moich ust same się podnoszą. Najczęściej przeżywam to, gdy mój kot wita mnie w mieszkaniu”.

Albo:

„Kiedy czuję smutek, wtedy zwykle robi mi się ciężko w piersiach, a ramiona same lecą mi do przodu. Najczęściej przeżywam to gdy wspominam swoją podstawówkę”.

Co dalej? Warto zacząć pytać inne osoby jak one przeżywają różne rzeczy oraz co wtedy robią.

Co jeszcze warto robić?

Konsekwentnie powtarzać powyższe ćwiczenia. Efekt przyjdzie sam 🙂 Emocje staną się normalnym elementem życia, zaś Odłączony Obrońca / Odłączona Obrończyni przestanie być potrzebny_a.

Jeśli jednak opisane przeze mnie kroki są zbyt trudne do realizacji, wtedy warto iść na terapię. Chociażby po to, by wreszcie po latach uznać cierpienie Wewnętrznego Dziecka i dać mu należną porcję ciepła i uwagi.


Podoba Ci się to, co robię?

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej bądź wesprzeć moją pracę – sprawdź mój profil na Patronite!

Możesz też docenić moją pracę stawiając mi wirtualną kawę.

Czy chcesz skomentować?

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.